Na stronach „Trzynastego schronu”, sponsora medialnego powieści, ukazała się recenzja Piotra „Sajdona” Szpakowskiego. Oto ona:

Głównym bohaterem książki jest Daniel Bates, który idealnie pasuje do bohatera filmu katastroficznego z Hollywood – niespełniony naukowiec z wiedzą o nieuniknionej katastrofie na skalę światową, w którą nikt nie wierzy. Skrzywdzony przez niesprawiedliwość losu od kilkunastu lat zajmuje się czymś innym, choć równie fantastycznym. Żyje zaczepiony w swojej przeszłości, kochając wszystko, co pochodzi z lat 70. lub 80. i nie oczekując już niczego więcej od życia. Wszystko zmienia Słońce – źródło zagłady naszej planety. Bates za sprawą pięknej, zakochanej w nim po uszy młodej kobiety oraz wpływowych ludzi otrzymuje drugą szansę. Musi tylko dokończyć swoje badania i znaleźć sposób, by uratować Stany Zjednoczone, a przy okazji i resztę świata od zagłady. Mimo trochę filmowych charakterów, niejako wymuszonych miejscem akcji, autor zdołał nadać bohaterom realistyczne cechy, które zbliżają ich do czytelnika.

Jakby tego było mało, gdzieś na pustyniach Bliskiego Wschodu terroryści obmyślają plan zdobycia zapomnianej przez rządy głowicy nuklearnej i wykorzystania jej podczas olimpiady w Londynie… Gniew Ojca jest książką napisaną z rozmachem. Autor podjął się nie lada wyzwania i stworzył powieść, która dosłownie wpasowuje się w kategorię science-fiction. Ilość wiedzy naukowej i treści nie związanych bezpośrednio z fabułą potrafi czasem przytłoczyć czytelnika – reportaże telewizyjne, wywiady, opisy naukowe czy oryginalna mini „love story” młodej pary zastanawiającej się nad swoim ślubem, nieświadomej bliskiego końca świata.

Narracja prowadzona jest z kilku perspektyw, co kojarzy mi się z thrillerami amerykańskich pisarzy, jak choćby książkami znanego Dana Browna, którego rozdziały mają często po dwie strony. I jest w tym jakieś podobieństwo, bo powieść Tadeusza Meszko wciąga swoją fabułą z niezwykłą siłą. Mnogość bohaterów i niezwykle wielowątkowa fabuła, która powoli i zawile łączy się w jedną całość są nie lada wyzwaniem dla czytelnika, który przywykł do fabuły biegnącej maksymalnie trzema torami.

Podsumowując, „2012 Gniew Ojca: Dzieci Słońca” to książka wciągająca, o szybkiej, zwrotnej i wielowątkowej akcji. Połączenie SF z thrillerem wyszło całkiem nieźle, zachęcając do przeczytania kontynuacji cyklu.

A na zakończenie mały dowcip, który rozbawił jednego z bohaterów książki: „Bomba atomowa użala się przed kulą karabinową: brak mi twojego osobistego kontaktu z człowiekiem”.


Wpis ze stron: http://trzynasty-schron.net/ie_postkultura_ksiazki_gniew_ojca_dzieci_slonca.html