Proponuję najpierw włączyć nagranie – i dopiero wtedy zacząć czytać tekst.

Powieść nie ucieka od polityki,

Józef Bryndza musiał opuścić Dawapolis, tu zaczynało się robić nieciekawie. „Marzenia obracają się w koszmary, niebo staje się piekłem. Spopielały chaos. Cóż więcej powiedzieć”. Czuł to w kościach jak nadchodzącą grypę. Już kiedyś to przechodził. Tak samo zaczynało się w Polsce. Gęba pełna frazesów: prawo, sprawiedliwość, suweren, a w zamiarach, szybko przekutych w czyny: zamordyzm, jedynowładztwo, zemsta i grabież państwowej kasy przez partyjnych tuzów.

Był ze stary na powtórkę z historii, tym razem może go zmielić i rozrzucić jako truchło dla przestrogi.

Rozdział 25: Sabbath Bloody Sabbath (Black Sabbath, Sabbath Bloody Sabbath)

ani od religii,

I znów wirował. Widział gwiazdy, mnóstwo gwiazd. I jedną mgławicę, przypominającą oko. Oko Boga – jak uważało wielu wierzących. I rzeczywiście, trudno było oprzeć się wrażeniu, że to kosmiczne oko spoglądające na Ziemian. Ale to była mgławica NGC 7293 w gwiazdozbiorze Wodnika, odległa od Ziemi o 700 lat świetlnych. Mgławica była pozostałością po umierającej gwieździe. Czy cały Bóg umierał, czy miał jedynie problemy ze wzrokiem?

W czarnej źrenicy nie dostrzegł siebie, nie dostrzegł nawet gwiazd. Był pyłkiem jak i one. W chwilę później usłyszał głos Boga.

– Jestem okiem na niebie obserwującym ciebie. Mogę czytać w twoich myślach, gdyż sam ustawiam reguły jak postępować z błaznami – zaśpiewał tekstem Allan Parson Project, a w chwilę później potężna zasłona na moment przesłoniła oko. Bóg chyba mrugnął do niego.

Bart ucieszył się, że Bóg lubi rock, lecz musiał zareagować:

– Idiotyczne poszukiwanie wyższego. Nadzorcy. Wrzuć mnie w ogień i przypiekaj. Ukaż moc swojego osobliwego oka – odpowiedział tekstem zespołu Yes.

Rozdział 26: Eye in the Sky (The Alan Parsons Project, Eye in the Sky)

ale głównie to powieść o walce o własne marzenia

Na najgorsze wieczory i poranki, paskudne chwile, gdy nawet w wódce nie utopisz złych myśli, gdy nawet świecąc prosto w oczy słońce nie jest w stanie zmusić cię do działania, Bart miał przygotowaną płytę Islands King Crimson. „Fale, wypłukując piasek z mojej wyspy, wypłukują go ze mnie”. Jemu niewiele wysp pozostało. Była wyspa nieosiągalna, daleko w kosmosie. Nie wiedział na planecie której gwiazdy; nie wiedział nawet czy obmywały ją fale wody, czy amoniaku.
I była wyspa tuż obok, chociaż czasami miał wrażenie, że jeszcze bardziej oddalona niż ta na nieznanej planecie. Wiedział tylko jedno – nikt mu nie odbierze tych wysp. Dzisiaj miał ochotę zatopić się w tej muzyce. Ale to nie był jego dzień.

Rozdział 23: Islands (King Crimson, Islands)

Głównym bohaterem jest Bart, którego poznajemy w dramatycznej chwili,

Bart Greygallo spadał. A może nie spadał, a leżał naćpany w rynsztoku lub brał udział w wirtualnej grze, siedząc wygodnie w fotelu? Dzisiaj niemożliwe było odróżnienie fałszu od prawdy, złudzenia od rzeczywistości. Jednak to chyba nie była senna wizja. […] Sprawdził poziom tlenu w kapsule. Nie straci przytomności z powodu problemów z oddychaniem, gdy wpadnie w atmosferę będzie świadomy. Wtedy kapsuła rozgrzeje się do czerwoności i, jak należy przypuszczać, szybciej spłonie niż rozbije się o ziemię. Uderzenie fali dźwiękowej usłyszą z pewnością wszyscy w mieście. Grom z nieba skłoni ich do uniesienia głów, wielu zauważy ognistą smugę. Może niektórzy wypowiedzą życzenie, biorąc go za spadającą gwiazdę? Czy był gwiazdą? Z pewnością nie. Jeszcze kilka tygodni temu był jednym z sześciu milionów obywateli miasta, na które spadał. Dlaczego więc spadał jak gwiazda? „Zdegustowany i zmęczony, przygnębiony, grzeszny, opętany – Bóg tylko wie od jak dawna”.

Wstęp: Fallen Angel (King Crimson, Red)

rozdarty uczuciami do dawnej przyjaciółki Emilii

– Mam dwa tygodnie na ewentualny zabieg aborcyjny. Później Kościół położy łapę na mojej macicy i już nic nie będę mogła zrobić.
To była prawda. Wszystkie chrześcijanki od dwunastego roku życia obowiązywały comiesięczne badania. Kościół uważał, że „Macica kobiety jest naczyniem Boga”.
– Urodzę dziecko skazane na śmierć lub kalectwo do końca jego dni – Emilia nie przestawała rozpaczać.
– Nie możesz być tego pewna – odparł, wiedząc że to nieprawda.
[…] „Zapada mrok, zbyt ciemno by widzieć. Czuł się tak, jakby pukał do nieba bram”. Mogła go obrażać dociekliwość, razić chciwość Kościoła. Mógł nawet rozorać pejczem skórę pleców, mógł pozwolić sobie na wbicie w przeguby dłoni gwoździ – lecz wara im od Emilii!

Rozdział 3. Knockin’ on Heaven’s Door (Bob Dylan, Pat Garrett & Billy the Kid)

oraz do nowo poznanej Ester.

Siedem dziewczyn, wykrojonych jak z jednego szablonu, siedziało przy stoliku tuż przy parkiecie. […] Były rozbawione, przekrzykiwały się, trącały kieliszkami z szampanem. Rwetes jak na zlocie czarownic. Wielu smętnych mężczyzn śledziło ich zachowanie przy stoliku, lecz one bawiły się doskonale we własnym towarzystwie, nie zwracając uwagi ani na podtatusiałych amantów, ani na zawistne spojrzenia dam. Bart rzadko słuchał Yoko Ono, lecz gdy ujrzał grupkę roześmianych czarownic, od razu pomyślał o jej piosence. Głos kobiety, która rozbiła The Beatles, nigdy nie zachwycał Barta, uważał, że nie potrafiła śpiewać. Lecz musiał przyznać, że tekst wyrastał wysoko ponad przeciętność: „Tak, jestem czarownicą, jestem suką. Mój głos jest szczery, mój głos mówi prawdę, nie wpasowuję się w twoje poglądy”. Grupa przy stoliku być może właśnie o tym rozmawiała. Czy były to wiedźmy, które uciekły ze stosu, czy może dziwki, oblewające spalony burdel?
[…]
– Co to za zlot czarownic? – mruknął na głos.
– To modelki Ester Chanteloup. Oblewają sukces pokazu mody – odpowiedział mu kelner niosący wiaderko z kolejną butelką szampana w lodzie. Okazało się, że były to kobiety wyzwolone. Tylko że podobnego określenia używano na początku ubiegłego wieku. Kto by pomyślał, że do dzisiaj kobiety będą musiały się wyzwalać?

Rozdział 4. Yes, I’m A Witch (Yoko Ono, Yes, I’m a Witch)

Ale śledztwo zmusza Barta do analizy własnego życia,

Silvano Ribeiro nie popełnił żadnej zbrodni. Od dziecka marzył o karierze gitarzysty solowego. Ciągłe szarpanie strun spowodowało, że wyrósł na wysokiego, przygarbionego chudzielca. Kłótliwego, upartego, krnąbrnego – trzeba od razu powiedzieć. Niczym Roger Waters, śpiewający: „Miałeś zapewnione zabawki i skauting dla chłopców. Kupiłeś gitarę na złość mamie. I nie lubiłeś szkoły”. No cóż, nie można zostać gitarzystą rockowym, będąc potulnym chłopczykiem. Rock to bunt. Rock to sława i pieniądze. Ale to także loteria, nieważne czy obstawiasz wybrane numery, czy grasz na chybił-trafił, wygrana przeważnie jest kwestią przypadku. Silvano grał na obłędnej gitarze, zawsze jadł w barze ze stekami, kochał jeździć swoim jaguarem. Był typowym reprezentantem muzyka rockowego. Lubił się zabawić, nie odmawiał alkoholu i narkotyków. Nie myślał o przyszłości, żył chwilą.

Rozdział 16. Welcome to the Machine (Pink Floyd, Wish You Were Here)

Siostra [zakonna] tego nie rozumiała, ale Bart wiedział jakie myśli mogły kłębić się w głowie Désirée. Najlepiej znał je Ian Curtis z Joy Division. Z pewnością dobrze znała Désirée. Poznał też on. To rozdźwięk między mózgiem pełnym idei, a światem, który nie chce ich poznać. Wydaje się, że poświęcasz życie dla ważnej sprawy. Nie jesteś świętym, potrafisz korzystać z uroków życia, często tak dosadnie, jak przeciętni ludzie nigdy by się nie odważyli. Ale przesłanie pochłania wszystkie twoje chwile: pijesz, by puścić na chwilę samopas myśli; kochasz, chcąc nasycić pamięć poczuciem spełnienia; dyskutujesz, chcąc upewnić się, że masz rację. Nie zdajesz sobie z tego sprawy, lecz dla otoczenia jesteś niezrozumiały. Upierdliwy, arogancki, po prostu wariat, idiota, odszczepieniec. „Instynkty ciągle cię zwodzą; to podróż wiodąca ku słońcu, do wypalenia. Bezduszna i skłonna do wypaczeń szarpanina między właściwym a błędnym”. Brniesz w to, nie widzisz już innej drogi. Przychodzą chwile zwątpienia. Zauważasz, że wciąż nie osiągasz celu, lecz wycofanie się byłoby przyznaniem się do porażki. Początkowo wystarcza ci wieczór ostrego picia i zapominasz o słabości. Później chwile rozciągają się na dni, tygodnie. Picie już nie wystarcza, sięgasz po narkotyki. Coraz mocniejsze, coraz częściej.

Rozdział 18. Heart and Soul (Joy Division, Closer)

polityka każe rozmawiać z „głupcami”,

Sekretarz kardynała Ferdynanda Bylejakiego, pulchny księżulek z przepłoszoną miną, zgłosił się do Barta z pytaniem, czy nie przyjąłby zaproszenia na kolację. Kardynał pewnie przyleciał do Watykanu na konklawe. Sępy zlatujące się na żer. Któremu ze szkarłatnych padlinożerców uda się z założyć pierścień papieski po Urbanie VIII? Bukmacherzy obstawiali twardego jak skała kardynała Innocentego Krumpeta, drugi w wyścigu był ugodowy kardynał Teofas Panturo. Na krótkiej liście pretendentów znalazło się nawet nazwisko byłego sekretarza papieża, kardynała Lukrecjusza. Stawiając na niego jednego srebrnika można było wygrać kopiec zasypujący cię po szyję. Trochę większe szanse niż w Lotto, ale chyba będą to stracone pieniądze – uznał Bart.
Co ich kusiło, aby zostać pasterzem stada baranów? Pytanie retoryczne, odpowiedź była prosta: władza. Mimo że ograniczona, to jednak władza nad miliardem umysłów. Nawet ostatni prezydent USA nie miał tylu dusz pod butem. Tylko przewodniczący Chin mógł przestawiać podobną liczbą pionków, ale czynił to bardziej wymiernymi narzędziami, używając bata i marchewki. A papież miał jedynie obietnice, za którymi za życia nikt nie tęsknił. Ale też nikt nie mógł potwierdzić, że są to niespełnione obiecanki.
A gdyby wierzący powiedzieli: „Pieprzysz głodne kawałki, ojczulku. Nie jesteś nam potrzebny. Nie potrzebujemy twoich nominatów w purpurze; nie chcemy czarnych ojczulków ani czarnych sióstr; nie zbudujemy kolejnych świątyń, aby kłaść pieniążki na tacy, płacąc za wasze frykasy, samochody i kochanki”. To była radosna myśl, szkoda że tak bardzo nierealna.

Rozdział 19: Hungry Freaks, Daddy (Frank Zappa, Road Tapes, Venue 1)

a fake-news ciągle dopytuje o postępy „urojonego” śledztwa.

Naraz drogę zastąpił Bartowi robot obronny. Na czterech, pajęczych nogach, z sześcioma, muskularnymi ramionami. Na szczęście w kikuty obciętych luf miał powtykane bukiety kwiatów. Hippisi byliby w siódmym niebie. Mimo że rozbrojony, to wciąż wyglądał groźnie. Nie wyglądał na takiego, który zaśpiewałby: „Jestem twoim sługą. Jestem twoim robotnikiem” i pokornie ustąpił. Próba ominięcia go mogła zakończyć się wdeptaniem w glebę. […]
– Pan Bartosz Grejgałło, siostrzeniec profesor Łucji – oznajmił z rozczarowaniem po kilku sekundach analizy danych. […]
– Jak widzisz. Mogę iść? – zapytał, gdy robot z kwiatami w lufach nie ustąpił mu z drogi.
– A mógłbym zadać pytanie? – wyjaśnił się powód zwłoki.
– Ale, jak nie będę znał odpowiedzi, nie będziesz mnie torturował?
– Skądże, nigdy nie torturowałem ludzi… Trzy prawa Asimova – dodał z żalem.
– Pytaj.
– Czy znalazł pan Boga?

To już stawało się nudne. Czy jutro o Boga zapyta go lodówka?

Rozdział 21. The Robots (Kraftwerk, The Man-Machine)

 

Ale to jedynie kilka wyłuskanych wątków.
Muzyki i problemów jest o wiele więcej…